Mysz
Pojawiasz się codziennie w tej dziurze, jak nad wszystkimi schowanymi górami, chmurowymi burzami na samym szczycie.
Pytasz z ciepłym przerażeniem, wspierasz mnie wzrokiem, rozgłaszasz mobilizacje na każdej naszej drodze.
Patrzę na Ciebie, pytam się siebie, tym mi mówisz, że mała mysz jesteś, więc po głowie się drapię i myślę, myszy są wartościowe.
`
Szara i zwykła, brązowa z zygzakiem, milutka zmieści się małej dziecka rączce, schowana za szafką na buty, z mysią dziurką na świat.
Świat jest biały, w ścianach wykuty, skrzętnie schowany, kręty i ciągnie się przez dom cały,
nawet tam, gdzie leżą szpargały.
Przeciąga się przez wszystkie pokoje, kuchnię, a dziurki mają nawet przedpokoje, o strych zahacza, ma nawet drogę ozdobioną porannym świtem.
`
Kiedyś tam było inne życie, nawet najmniejszej mrówki przez najlepszą lupę nikt nie przyuważył.
Siedział w kącie potwór cały czerwony i powietrze wciągał ogromnym nosem, ale za dużo wyssał, po czym zakaszlał i skonał.
Przyszedł doktor wysoki, obejrzał potwora, zajrzał we wszystkie dziurki, na wszystkie boki, odparł — Z tego samolotu nie będzie.
`
Odrzekł, że potwór ów był za gorący, zrobił się miękki i zwędził cały, zamyślił, zapalił swoje zwoje przy tamtej drodze.
Odpowiada, że wszystko stało się przez kocie oczy, futra, panie oraz nianie, co wszystkie mrówki wciągały, nim pomyślały.
Nigdy śmieci z niego nie wysypały, biedaczek pęczniał, robił coraz większy, się spocił, zagrzał, zdenerwował i skonał.
`
Pan zabrał potwora i w śmietniku porzucił, ułożył, po czym na tym pracę swą na dzień cały zakończył i zapomniał.
Po potworze została wielka dziura w ścianie, potem ktoś coś położył i nawet jest podusia w klatce dla kota, którego ktoś w niej nosił.
Kawałeczek dalej, na dole, przy kanapie i podłodze, krześle i szmatce niedbale w tamten kąt rzuconej, na dywanie się wylegują.
`
Na każdej poduszce, półce, nawet pod żyrandolem, na drapaku wyciągają się potężne i liczne pazury, sprawy kocie.
Są tam straszydła bure, rude, czarne, białe, a nawet trójkolorowe, ustrojone w oczy i ogony całe i niecałe, uszy i nosy zasmarkane.
Gały szare, pomarańczowe, sowie, sokole, nawet bocianie ustrojone, czujne niesamowicie, doskonałe, wszystkie źrenice są takie.
`
Nad ranem, pod domem, za tamtym krzakiem, od kwiatka czerwonego na lewo przy tamtej rabacie za gratami.
Kocur szperał przebiegle, nagle szus, skok pięciometrowy, za poziomkami, hop jeszcze wyżej, na wierzch wysunął arsenał cały.
Złapał i przesuwa się w kierunku domu bezszelestnym powagi biegiem, przez kretowisko, sroki, i lisy, wpada z impetem na schody.
`
Zlatuje, przez przerębel, wywraca się, zakręcają się przez kocie oczy, spada talerz, huk, harmider, spada drugi, pysk odpuszcza.
Z pokoju słychać – Panie Maciejewski – zawołał ktoś kocie imię – Już Pan tak stary, że myszy z pyska same uciekają, a potem po domu biegają.
Biegną domownicy, z trwogą wszyscy na kolana, nogi, każdy mysz łapię, mysz w nogi, wpada w dziurę po potworze.
`
Domownicy z kociej rodziny do środka rury zaglądają, patyki wsadzają, druciki, chuchają, kici kici, mysi mysi wołają/
Patrzą, Pani najważniejsza rzekła – Olaboga, co ja teraz pocznę, koty uciekają, myszy w norze mieszkają!
Teraz w tym całym po odkurzaczowym świecie, pojawiasz się codziennie jak mysz, która odwagą wszystkie konie skradła.
`
Małe dziecko, codziennie tam przychodzi, gdzie kiedyś czerwony potwór mieszkał, patrzy na klatkę, tatę prosi, żeby nie przenosić.
Tam jest talerzyk, przez dziecko położony, w przedszkolu pomalowany, codziennie ziarenka zostawia i patrzy rano, czy zjadł naraz.
Przygoda, cudowna, przemiła i dziś konie kraść w mysiej naturze, przebiegle uczciwie z miłości, bez wstydu, nie jak złodziej John Dillinger.
`
Co mnie Pan opowiada za banały, fantasmagorie przez dzień cały, przecież tego nawet przez kij czytać się nie da.
Tak sobie zwyczajnie ten mysz wymyśliłem, co ja poradzę, to ja odkurzacz zepsułem, więc teraz płaczę, i nie pytaj więcej wcale. Pójdź na wybory, oddaj głos na mnie, zabierz kolegę, mamę, tatę, powiedz im, że to ważne, głosuj za demokrację.
Przeciąga się przez wszystkie pokoje, kuchnię, a dziurki mają nawet przedpokoje, o strych zahacza, ma nawet drogę ozdobioną porannym świtem.
`
Kiedyś tam było inne życie, nawet najmniejszej mrówki przez najlepszą lupę nikt nie przyuważył.
Siedział w kącie potwór cały czerwony i powietrze wciągał ogromnym nosem, ale za dużo wyssał, po czym zakaszlał i skonał.
Przyszedł doktor wysoki, obejrzał potwora, zajrzał we wszystkie dziurki, na wszystkie boki, odparł — Z tego samolotu nie będzie.
`
Odrzekł, że potwór ów był za gorący, zrobił się miękki i zwędził cały, zamyślił, zapalił swoje zwoje przy tamtej drodze.
Odpowiada, że wszystko stało się przez kocie oczy, futra, panie oraz nianie, co wszystkie mrówki wciągały, nim pomyślały.
Nigdy śmieci z niego nie wysypały, biedaczek pęczniał, robił coraz większy, się spocił, zagrzał, zdenerwował i skonał.
`
Pan zabrał potwora i w śmietniku porzucił, ułożył, po czym na tym pracę swą na dzień cały zakończył i zapomniał.
Po potworze została wielka dziura w ścianie, potem ktoś coś położył i nawet jest podusia w klatce dla kota, którego ktoś w niej nosił.
Kawałeczek dalej, na dole, przy kanapie i podłodze, krześle i szmatce niedbale w tamten kąt rzuconej, na dywanie się wylegują.
`
Na każdej poduszce, półce, nawet pod żyrandolem, na drapaku wyciągają się potężne i liczne pazury, sprawy kocie.Są tam straszydła bure, rude, czarne, białe, a nawet trójkolorowe, ustrojone w oczy i ogony całe i niecałe, uszy i nosy zasmarkane.
Gały szare, pomarańczowe, sowie, sokole, nawet bocianie ustrojone, czujne niesamowicie, doskonałe, wszystkie źrenice są takie.
`
Nad ranem, pod domem, za tamtym krzakiem, od kwiatka czerwonego na lewo przy tamtej rabacie za gratami.
Kocur szperał przebiegle, nagle szus, skok pięciometrowy, za poziomkami, hop jeszcze wyżej, na wierzch wysunął arsenał cały.
Złapał i przesuwa się w kierunku domu bezszelestnym powagi biegiem, przez kretowisko, sroki, i lisy, wpada z impetem na schody.
`
Zlatuje, przez przerębel, wywraca się, zakręcają się przez kocie oczy, spada talerz, huk, harmider, spada drugi, pysk odpuszcza.
Z pokoju słychać – Panie Maciejewski – zawołał ktoś kocie imię – Już Pan tak stary, że myszy z pyska same uciekają, a potem po domu biegają.
Biegną domownicy, z trwogą wszyscy na kolana, nogi, każdy mysz łapię, mysz w nogi, wpada w dziurę po potworze.
`
Domownicy z kociej rodziny do środka rury zaglądają, patyki wsadzają, druciki, chuchają, kici kici, mysi mysi wołają/
Patrzą, Pani najważniejsza rzekła – Olaboga, co ja teraz pocznę, koty uciekają, myszy w norze mieszkają!
Teraz w tym całym po odkurzaczowym świecie, pojawiasz się codziennie jak mysz, która odwagą wszystkie konie skradła.
`
Małe dziecko, codziennie tam przychodzi, gdzie kiedyś czerwony potwór mieszkał, patrzy na klatkę, tatę prosi, żeby nie przenosić.
Tam jest talerzyk, przez dziecko położony, w przedszkolu pomalowany, codziennie ziarenka zostawia i patrzy rano, czy zjadł naraz.
Przygoda, cudowna, przemiła i dziś konie kraść w mysiej naturze, przebiegle uczciwie z miłości, bez wstydu, nie jak złodziej John Dillinger.
`
Co mnie Pan opowiada za banały, fantasmagorie przez dzień cały, przecież tego nawet przez kij czytać się nie da.
Tak sobie zwyczajnie ten mysz wymyśliłem, co ja poradzę, to ja odkurzacz zepsułem, więc teraz płaczę, i nie pytaj więcej wcale. Pójdź na wybory, oddaj głos na mnie, zabierz kolegę, mamę, tatę, powiedz im, że to ważne, głosuj za demokrację.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz