poniedziałek, 28 października 2019

Hobok

Hobok pełny glist

Rozsunięta dusza nad rozlaną rozpaczą morza lawą
Przelanej goryczy oceanów bezdennej cierpliwości
Wyparowujących resztek gorących sił otchłani lodu
Walk nieskutecznych w skraju jednej arogancji za drugą
Końcem mdłości rozgotowany tygiel lawy niemożności
Nienawiść przebyty zapach podwórka w brunatne ściany
Schodzącej z głęboka w ciemny świat w beznadziei mroku
Świńskim odorem kamuflowana nadzieja szczęśliwości

Pękła głowa człowieka nad rozlaną morską rozpaczą
Zdumienia ustawy nastaną czasy okupacji środka serca
Wykorzenia nastała próba poczciwej sprawiedliwości
Białe aroganckie głowy poranne dzierganie swastyki
Kadzidło hipotez zamkniętego koloru Chrystusa mroku
Znakiem Hitlera pozdrowią sprzed dumy cmentarza
Spalonych zza wieku pokurcz ulic trupa odór kultywują
Szczurom praca hipotez spalonych smutków niedoszła

Zaraza cieknąca ze śliną glist z pożogi oćma wyrwana
Ciemna karawana mundurami przykryte guziki chamy
Mowa oszczerczym gównem obłoczków tuszem zapisze
Krwi rozbryzganej na każdej spalonej ścianie strachu
Brunatna parada nastrojone ściśnięte członki na kowadle
Zamknięte w słowotoku inwektywnej tęczowej aurorze
Skryte wysmukłe wyrazy jednoznaczne przemaszerują
Spłyną jak wodospad mentalnego fekalia potop gwiazd



Jak, co roku przejdzie ulicami mojego miasta banda nazistów, wstrętnych postaci z okrzykami o naszej śmierci.

Przejdą tam, gdzie ginęli dziadkowie z rąk nazistów, takich samych, z tak samo podniesioną głową, o tej samej myśli i pogardzie do wszystkich innych ludzi.
Nie godzę się na to i protestuję. Nie mogę wiele zrobić, nie mogę zatrzymać nazistów. Zostanie mi wylać łzy i nic więcej na dziś nie mogę, zostaję sam i z tymi wszystkimi sprzeciwiającymi się w bezsilności. Mam nadzieję, że jednak to się zmieni i ktoś w przyszłości zakaże..., marszu nienawiści.

1 komentarz: