piątek, 11 października 2019

Maszyna strachu

Apel wyborczy
Zbudowali system nijaki
Pożogą cały skażony
Ziemny padół spalony
Straconego kawalera złośliwości
Proszę was litości Przyszłość przeraża mocno Do cholery, idźcie na wybory






Szop internetowy
Zdjęcie
Przyznam się bez bicia Szop internetowej wspólnoty Naszej sieciowej portrecistki Wytyczę wam bój Pot czoło zalewa Zdjęcie skrycie przemyca Jeno jedno ukradł Powiesił za szafą W szopie schował Dyskretnie za wierszem Szop się przechadza Elektryczną bryzę poprawia #szopszopen.





Od tego należy zacząć nowe życie Nie zgadzasz się?






Maszyna strachu







Następnie należy zeskoczyć ze skały Skusić się na porwanie wichru uczucia

Polecieć na skrzydłach daleko za horyzont Stereotypy wszystkie razem zebrać nad przepaścią Wyrzucić wszystkie myśli ciemnej fazy perspektywy
ZdjęcieUnieść się ponad wszystkie ludzkie segregatory Wlecieć w wysoką przestrzeń na niebie
Potem spadać bezkreśnie świstu czeluści Pociągnąć sznurek, zatrzymać pęd cały Wyhamować, zostawić czas wiatru szumy Lęki wszelakie, bóle wieczności zostawić
Wylądować i powiedzieć, skok był udany

Kocie zabawy


Różne trendy i historie niejakie, które otwierają nam szyby, okna, balkony, drzwi i tam wszędzie w środku chodzą czerwone koty.
Łaszą się i dociskają do każdej nogi, lewej i prawej, ręki lewej, każdej kończyny początek koci, w środku chodzą czerwone koty.





Krokodyl


Kocie mile, kociokwile, długie kawałki mysie dla krokodyla.
Krokodyl otworzy paszczę i czeka, aż mu wpadną jakieś myszy, przelecą szczury, gnu spróbuje z szerokim zachwytem i nawet homo sapiens nie pogardzi.
Swoich nie gryzie jak to krokodyl kulturalny, owszem ma piękne zęby, ależ skądże proszę Jaśnie Pani, nie ugryzie żadnej antylopy, nawet nie pomyśli. Kiedyś, ale tylko raz, nie oszukuję, tylko kilka razy się pomylił i sąsiada zjadł na śniadanie. Któregoś dnia się przeraził, że sąsiadki nie ma żadnej w okolicy, a są tylko kłusownicy i się przerzucił na roślinne menu.
Do dam napiszę, iż właśnie stałem się miłym, kulturalnym krokodylem.
Wyrósł pancerz piękny, ostry, obślizły oraz chropowaty, pielęgnowany i głaskany, cudowny w każdym calu, delikatny, jak niewinna leciutka ptaszyna, niczym krokodyla brzuszek.
Piękne krokodyle zęby, na złote pielęgnowane z gracją, ostrzę rzadko, na żarty, przecież nikogo zjeść już nie chcę. Wcinam tataraki, a ptaki, nie zjadam wcale, troszczę się o nie, mam swoje własne, ktoś musi mi czyścić moją delikatną paszczę. Kilka ptaszków codziennie przychodzi do mnie, bom dobry krokodyl, zapraszam na kawałek deseru z trawy, gdyż sam niejadek.
Krokodyl ma wielkie oczy, żeby przyglądać się Pani z zewnątrz, więc jak wejdzie w paszcze, to on jej nie zamknie, na poważnie, poczeka na jeszcze jedną, aż przyjdą trzy zachwycać się błyszczącymi złotymi zębami, i wtedy je zje.



Jarosław u Banasia

Przyszedł, zobaczył i uciekł
Pan naczelnik baby się boi
My zaś zagadkę w głowie
Czemu prezes baby się boi

To tylko złamane życie
Złamasa zakamuflowanego
Szafa ma pancerne drzwi
Żoliborska cnota wyjdź




W sekundę ogródek przekopany
Teraz pora zasadzić orangutany








Przychodzi taka chwila, kiedy myśli się o tym czymś, ale oczy spuszczają się na podłogę i tam rozlewają wszystkie boże nieszczęścia, smutki i płacze.
Dobranoc, 🌜🌕, dziś pełnia, wampiry nie śpią i budzą wszystkie noce, pora wejść pod koce.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz