nie pędź, zatrzymaj czas i uwiecznij chwilę, a potem pójdź spać
kopnij księżyc, spluń na słońce, po co wam żywe zające
rozwieś flagi i przywołaj wiatry, przegoń obłoki cierniste, zobacz niebo jest czyste
Życie i skały
Są formy różne, czasem próżne
Beznadziejnie z fastrygowane
Zupełnie bez żadnego polotu
Obłędnego niezrozumienia
Zgrzytu w kole zębatym
Wyrwanych strumieni wolności
Zabrania chwili jego niezależności
Twardy jak kamień, choć papierowy
Aliści kruchy jak legislacja prawna
Spłonął w odmętach skandalu
Zginął rozum wolny, osłabiony hałasem
Droga zamknięta, kajdany na rękach
Chwała pana albo w dybach dusza
Złowroga wieść na krawędzi życia
Roztrzaskaj się o niebo, zostaw skały
Ostatnia nadzieja i życie
Słońce i niebo
Patrzę przed siebie i nie widzę żadnej drogi
Patrzę przed siebie i nie czuje już niczego
Patrzę przed siebie i nie dotykam już niczego
Patrzę przed siebie i nie jestem już tutaj
Nie patrzę, odszedłem i dotykam niebo
Nie patrzę, czuję słońce na ciele
Nie patrzę, kroczę przed siebie
Nie patrzę, śmierć mnie nie zatrzyma
Łasuchy i ich cukrowa gwiazdeczka
Gwiazdeczka, ach, skarb małych dzieci
Śniegu nie ma, lecz szeroka niedzieja
Choineczka weszła za nasze progi
Stanęła na jego samym środku i się na nas patrzy
Dzieci złapały po lampeczce i zanuciły
Okryjemy gałązki ozdóbkami
Rozwiesimy bombki pentelkami
Owiniemy niteczkami z łabędziami
Rozwieszone pajacyki i słodkości
Łańcuchy z okraszonymi promykami
Na czubku cukrowa gwiazdeczka na niebiesko świeci
Dzwoneczek zagrał melodię, tim tam tom
Pod drzewem znalazły się dzieci
Uprawiają własne tańce i chwytają prezenty
Wszystkie skarby już zabrane
Zostały słodkie cukierki i lizaki
W nocy zakradły się jakieś piękne potwory
Już nie ma, ktoś urządził napad w nocy
Rano chodzą i szukają, lecz spałaszowane
Patrzą ich oczy na cukrową gwiazdeczkę
Choinka dla nich i mogłaby nie być z drzewa, lecz z samej lukrowej czekolady
Co roku to samo i mówią, że za krótkie są święta
Beznadzieja
czy wiesz, że dzień był pochmurny
były pochmurne promienie słońca
stalowe niebo, kadzidłem zaczadzone
narkotykiem strachu, niepewnością jutra
napięcia wewnętrznego, uczucia zażenowania
upadku chęci do bytowania
wyzbycia się każdej zdrowej myśli
zabijemy się teraz, tu w tym miejscu
pozbawionego żadnego innego wyjścia
poszukiwania sensu już tutaj nie ma
trwanie w kierunku zapaści
wstrętnego ornamentu na drzwiach wolności
suche gardło, woda nie leci z myśli
jutro to samo, lecz kropli nie ma
mgła do końca dni zostanie
Zamień szarość na jasny świt,
OdpowiedzUsuńrozjaśni kręte drogi
Otwórz szeroko zamknięte
drzwi, nawet jak nie wiesz
dla kogo
Zielony kwiat odpowiedź zna
i serce też Ci podpowie
Jakiż prawdziwy jest dziecka
świat, nawet bez lukrowej
czekolady