Złamana płyta
Wyleciały mi z głowy wszystkie piosenki
Tamte dalekie głosy, dzwonki w przeznaczenie
Dźwięki nasycone w obłoku miłości i rozstania
Szelesty przebite wiatrem w zakurzonym przeżyciu
Stare zapomniane nuty wieczorem oświecały
Echo chwila za chwilą przeszło jak chłodne niebo
Dotyk trzeszczącej smuty szumów głębokiej ciszy
Rozszedł się odgłos roztrzaskanej płyty
Straconego dźwięku stłuczonej melodii w pył
Pęka głowa od naporu pochmurnych ścieżek
Rozsadza ciało jak metafora ludzkiego uczucia
Ciepłego ucha na tym pierdolonym wyrwidole
Nie usłyszysz już dla mnie nigdy więcej
Kto to może być?
Jest jak kundel, który ciągle wrzeszczy i nic nie robi
Zbiera śmieci, układa wokół wszystkie gnioty
Hałasuje wszędzie, w każdym pokoju nasmrodzi
Na salonach zniszczy porządek, na coś nasra lub zasika
Nażreć się musi, więc ciągle skomle, że mało
Brzuch ciągnie po ziemi, troll urody kartofel
Kurdupel z wieży patrzy na wszystkie plany
W bananowym świecie godzinka humor zepsuła
Zemsta wielka będzie, nie pierwsza i ostatnia
Zapłacicie za występki dziada, autorytarna sprawa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz