poniedziałek, 27 stycznia 2020

Do Ciebie piszę

Miał spać, lecz nie śpi.

Do Ciebie piszę

Do Ciebie teraz piszę
Do twoich otwartych kwiatów bazgrolę
Do róż sercem ocieplonych gryzmolę
Do magicznej latarni notuję
Do brylantowej zabawy wypisuję
Do pieśni naszych dusz protokołuję
Do głębokiego przeświadczenia stenografuję
Do wstrętnego niezrozumienia kaligrafuję
Do naszego przeznaczenia zapisuję


Smutki

Wszelakie smuty wyrzucam do kosza na stare buty
Kosz jest pełny, w szwach pęka, butów coraz więcej
Co to będzie, na śmieci kosz smutków trzeba będzie


Przyjaciel

Słońce od przyjaciela nigdy nie zachodzi
Prawdziwych druhów chcę mieć wielu
Mógłbym budować rabaty i grządki a w nich
Słońce będzie kwiatowi potrzebne
Pąki róż ożywić w moim ogrodzie
Dać im światła wiele promyków do życia
Zapach miłości kwietnej do istnienia
Aksamitne płatki apetyczne piękne
Wypełnione najsłodszym nadzieniem
Lukrem z pięknych pyłków i pręcików
Nadziei iże nigdy nie nastąpi zgiełk


Chwila

Zaprzyjaźniłem się z nią 
z moją małą historią
moją małą chwilką serca 
kawałeczkiem uczucia 
przytulenia
i uśmiechu słońca


Miłość

Miłość,
jedwabne promyki,
płatki róży,
ciepłe uśmiechy,
wieczna tęsknota


Sen

Coraz później
księżyce się wznoszą
morza za nimi ganiają
gwiazdy wzbierają
gromadzę z nich promyki
barwy ochoty z ich krainy
szukam tam kolorowych snów
znajduję zielone rozbyłyski
dotykam niebieskie iskry
komety łapię za ogon
myśląc, iż to kawałek kołyski


Zielona

Koniczyna zielona
trawa zielona
szkoła zielona
głowa zielona
buty zielone
kurtka zielona
oczy zielone
włosy zielone
świat zielony
niebo zielone
gwiazdy zielone
ptaki zielone
miłość zielona
w końcu zauważcie, iże zielone brzmi niczym dziwny wyraz, a przecież z niego przekaz, że życie nasze musi być zielone, albowiem inaczej bez zieleni wyginiemy sami na końcu drogi tego padołu, ponieważ żadnej innej już nie będzie, nie wymyślimy nic więcej.




Nie koń

Ukrywam tajemnicę wielką, iż koniem nie jestem i nawet słoniem, hipopotamem, a nawet żyrafą, tygrysem, nosorożcem, wilkiem, kotem, myszą.
Wszystko zniosę, oby nie nazywać mnie koniem.
Ty też nie wiesz kim? Pomyślmy razem.
Konie noszą podkowy, a ja nie lubię, gdy ktoś mi w kopycie grzebie, więc jasne jest, że koniem nie jestem.
Niech owca się nie dziwi, zbieg okoliczności, że rżę nad ranem, no muszę, aczkolwiek koniem nie jestem.
Grzywa moja wydaje się, iże jest końska, lecz ona jest tylko moja, cała, na czole, po szyi się sunie, bynajmniej koniem nie jestem.
Konisko się rozsiadło, zarżało i owiec nie wcina, lecz owies. Wydaje się to jednak być koń, nie żaden słoń czy nawet hipopotam. Susła również nie przypomina i ma cztery kopyta, ogon oraz jegomościa końska szyja.
To musi być, a jak to jest żyrafa, ale ona jest nijaka i nawet nie jest koniowata.
Jestem biało czarna, aczkolwiek dzieci, mówią, że czarno biała, gdyż zaczynam się od początku czarnego nosa.
Wiesz już, kim jestem?
Kopyta, ogon, końska szyja, koniowate, lecz nie konina...

Zebra jej na imię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz