Żółte, pomarańczowe, szare i niebieskie
Sierściowe humory oraz namiętne żądania
Pazury ostre jak róży cierń i kły szpiczaste
Szorstkie języki, włosy z puszystej dzianiny
Ogon podniesiony, wąsy i warkot powagi
Myśli powłóczyste, szpargały naburmuszone
Mysie myśli w mruczku, grymasy wyliniałe
Futro nastroszone ze strachu przed mrokiem
Przytępione pazury od awantury o chmury
Wyłamane kły od odwagi wojennej chwały
Napuszone ogony i dokumentne koto twory
Gotowe do awantury o wolności ambicje
Mizerne zaszczute brakiem wrażeń, wygłodzone
Spragnione miłości porzucone na niniejszym padole
Ustawicznie płaczą przy każdej pełni księżyca
Porzucone cienie kociej myśli w sercu samotnie
Błysk w oczach zgrabnej odmowy rzeczywistości
Prawdziwe przenikliwe patrzą gwiazd na niebie
Poduszkowe spokoje za nader określone
Poszukiwane niepodległe pokoje na nastroje
Stonowane aranżacje na rozdrożu alej
Zamknięte dusze w spokoju zamelinowane
Wylegują się pociechy ego wampirze pokusy
Rozciągnięte w gotowości do kociej miski
* Kocur, który przyszedł do tego domu.
Prawie cały rudy i tajemniczy.
Ślepy na jedno oko, jak pirat, który zgubił łajbę na morzu.
Był głodny i brudny w poszukiwaniu okrętu.
Kręcił się wokół niego przez dobrych z zaokrągleniem tygodni.
Raz, drugi, trzeci dostał miskę z suchymi chrupkami i najadł się, lecz nikt tego nie widział, a potem w nocy stanąwszy przed drzwiami tarasowymi, czekał i patrzył. Swoim przenikliwym spojrzeniem zmusił mnie, żebym mu otworzył drzwi, co jako wytrawny kociarz zrobiłem bardzo chętnie, a on wszedł do domu, rozgościł i czuł się, jakby tu zawsze mieszkał, choć w domu mieszkały cztery inne koty. Szukał miejsca i było mu bez znaczenia kto i gdzie przytuli, aby ktoś dał coś jeść, wygodne ciepłe miejsce do spania. Pojawił się na początku roku i musiał poznać swoje na mrozie.
Jakiś niewiadomy czas mieszkał poza domem, a że ślepy na oko, to mu było ciężko cokolwiek upolować i przyszedł do mnie.
Hrabia w całej okazałości
Okazał się świetnym i kochającym towarzyszem, kocim przyjacielem, będącym zawsze w gotowości. Jego wdzięczność, za to, że został wpuszczony do domu, jest prawdziwa, choć czasem moczem oznaczona. Zwierze jest coraz starsze i wiersza nie pisałbym, jakby nie był nadzwyczajny i tak bardzo wiekowy. Mieszka u mnie od dawna i już jego wiek tak jest zaawansowany, że futro gubi, łysieje jak starszy człowiek. Daję mu dwadzieścia pięć lat, lecz tego nie wiem i obawiam się, że może być jeszcze starszy. Troską go otaczam największą, jak tylko możliwą, bo pewnie zaraz odejdzie.
Oczy leśne przez morskie humory
Leśnie ścieżki, poranne spacery we mgle
Rosa spływa po trawie, wszystko jak sen
Wyobraźnia samotna, kiedy człowiek na tratwie
Spływa z nurtem rzeki, do morza już wpływa
Zielone dukty, wielkie ogromne morskie góry
Zakręcone wokół chmury ukryją wysokie szczyty
Spod nich wypłyną lawy i rozgrzane strumienie
Wulkaniczne szczyty ogrzeją samotne serce
Skały twarde jak umysłowe granice absurdu
Potoki zepsutych rozmyślań rozbiją się o myśli
Skowyt słabości wewnętrznego osłabienia
Oczy patrzą przez pryzmat natury niegodziwości
Mgieł porannych wewnątrz jak utopia własnej duszy
Sensu istnienia w środku każdej myślowej chmury
Walki między rozsądkiem a twardym granitem
Wodospadem na końcu metamorficznej drogi
Oksymoron przez ścieżki psychoneurotyczne
Zabite ostatnie podskoki wyobraźni człowieczej
Korony złotej na głowie nie nosił poeta morski
Wizji za całym światem, srebrnych promieni
Kosmicznych teorii za dużo na polnej macierzy
Bez sensu psychologicznej udławionej pustką głowy
Oczy stają na przekór idiotyzmowi naszej mowy
Wsadzonej głęboko w czeluście piekieł domowych
Ostre pazurki szorstkie
OdpowiedzUsuńjęzyki znaczenia to nie
ma żadnego
Bo kiedy pokochasz kota
nie ważne dużego,
czy małego
On Ci miłości przywiązania
przytulności czarodziejskiej
mocy i delikatności w swojej
mądrości
nie poskąpi nigdy
Będzie przyjacielem
w chwilach samotności