niedziela, 29 września 2019

Tak wolno wino się leje




Wina Tuska


Wina Tuska, zapewne kilka 
Głów idiotów, będą pretensje
 PO karać, nie zbudowali
Olaboga kram, nie kradli 
Dziur szukali, stodoła Nowaka
Pani rozkochana, inna zabita 
Papierek nieprawda, Szyszki zegarek
 Kłamią znakomicie, prokuratorskie zamieszanie
Sądy rozkłada, uczciwość zabita 
Kradną wyśmienicie, czuwa strach 
Język srogi, król karzeł
Kota mąż, baby wcale
Potwór nadaje, rodzinne morale 
Wytwarza łajno, kluchy zepsute 
Ustrój zmieni, wolności obyczaje


Krótki wiersz, na wybory
Obroń dzień, prawdę zgody



Pisanie


Nie przestanę pisać, prędzej umrę na wysokim drzewie

Z pragnienia, bez wody, ochoty, bez chwili otuchy 
Wyschnę na wiór, na odległym krańcu pory suchej 
Zjedzą mnie sroki, poprawią gawrony, orły i sokoły 
Nic nie zostanie, żadnego spojrzenia, nawet papierka 
Słońce i wiatr rozniesie, skarby, ślady, skamielin ślad 
Rozprawiam się ze sobą, boli mnie, nie zostawiaj mnie 
Pomóż, nie traktuj czyjejś śmierci źle, zostaw mi życie



Szpital


Zbiegłem irytacji, szpitalnej aberracji
Minąłem korytarze, wystające klamki
Liczne zamki, drzwi nadzieje
Wind zakamarki, mroku strachy
Drogowskazy powieszone, życie powierzone
Schody stopnie, tablice myśli

Szatnie pokory, ludzie ochrony

Łóżka zajęte, wszyscy martwi
Pika hałas, dziura zmory
Przestaje przenikać, wzruszenie płaczu

Zapomnienia czas, nadchodzi powoli

Uciekam głęboko, umrzeć zaczeka
Ślady zetrzeć, czas poczeka



Mój kot naśladuje słowa i próbuje na tyle skutecznie dobrze, że go rozumiem. Niedawno dywagowaliśmy o sytuacji społecznej oraz wpływie przemian na upadek byłego ZSRR, chyba książki czyta :)

Mówi coś o prawach zwierząt, iż nie godzi się, żeby do niego strzelać i do kościoła chodzi.






Nieszczęście, kocie


Znalazło się jedno wielkie roztrzęsione rozczarowane nieszczęście
Zamknięte w znerwicowanym kocurze zjadającym własną woń
Napuszonym na paznokciach sprężynach obronny etos walki
Stojącym rozpuszczonym ogonem przynoszącym więcej powagi
Skręconym w wirze pogoni za strachami o przetrwanie w humorze

Zwyczajnie światu zaśmiać się w twarz, po co kocią buzię smucić Zakręcony cały, mały, maluteńki koteczek wyszedł i poznaje świat



Ludzie


Kocham Was, patrzeć nie mogę
Ufam Wam, słuchać nie mogę
Gdy w głowie mam trwogę


Walka wyborcza Rodacy do boju, przez zarys zamierzchłości

Wyobraźni cel, wygonić na szafot upiorów czas 
Na konie, przez drogi, łąki, pola, na urnę wyborczą 
Stoczyć bój z okupantem krzyżackim, trwogi naszej
Historii przeszłości strach biedy..., na wybory marsz!


Korzeń, mojego miasta genezy, głębokiej i dosadnej jak Pałac Kultury 
Schowane ukrycie głęboko, ze smakiem wszystkie uliczne zakamarki
Korytarze, drzwi ciężkie, wielkie schody, sale, kina, teatry i wielki basen
Miasta mojego świata i pop kultury, gdzie moi staruszkowie życie oddali
Bronili ulicy szerokiej, wąskiej, jasnej ciemnej, czasu, zmiany balansu 
Widzicie ile z tego, co zostało, pożoga, ból, sierota, miasto zburzone
Pomniki zostały, jak widać tam daleko za P nazwiska naszych zabitych braci
Dziadków zabili, mazepa sierota, wnuczek biedny, za walkę z nazizmem
Teraz głośno pytam, dlaczego oenerowcy znów przeszli moim miastem
Narodowość jest bez znaczenia, gdy ktoś jest okropny, ważne wnętrze nasze



Czarna dziura

Opowieść o czarnych dziurach jest taka, że ciągle nowa historia, czyny odkrywcze, zachwyty, ja tylko z boku patrzę To nie jest ironia, kiedyś wszyscy w jakieś dziurze skończymy, wszak przyjdzie tu, a my za i w nią do środka wstąpimy

Przedostaniemy się na drugą część świata, przez brany prześliźniemy nasze myśli i wolę, nowy świat, nowe życie

SEN

Nasze zaniedbane myśli, sprawy liczne, grymasy, miłości chwile
Zepsute czasy, pary wodnej, masy do pary i kredek kilka w głowie
Chaos się szerzy i brzęczy strasznie, zabiera duszę i serce kradnie
Sieci na krześle, w fotelu, na trawie, a nawet przy słupie i czyha na mnie
Bałagan łapie mnie w nocy, krzyczy, głowę posprzątaj, nie mam czasu
Zamknąłem oczy, całe ciało schowałem, a rano myślę, że było fajnie


Chrześcijanina prawda objawiona

O Pismo Święte, o nie lepiej nie pytaj, ludzkim piórem napisane, głową ludzką wymyślone. Absurd, a szczególnie, gdy jakiś bóg jest zły. Ten wymyśla ludy, nie uczy, a potem zabija, czy to Bóg, nie, wyobraźni ludzkiej cud.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz